Tu będziemy zamieszczać sylwetki nauczycieli Szkoły w Biczycach, którzy na przestrzeni lat zasłużyli na to,                                                                     aby znaleźć się w tej swoistej galerii.


 


In memoriam Pani Ewy Żak  

 

nauczycielki matematyki, informatyki, fizyki, wychowawczyni, pedagoga

 

     Urodziła się w Nowym Sączu w nietypowym dniu 1 kwietnia 1957 roku. Pierwszy kwietnia to zawsze prima aprilis, trochę żart. Ale Jej życie nie było żartem i Ona do życia podchodziła z powagą. Z resztą w czasach, w których wzrastała nie zawsze było do śmiechu. Była bieda. I Ona tej biedy doznała niemało. Jej rodzinny dom wszyscy znacie. Znajduje się w Chełmcu przy ulicy Limanowskiej 59. Mieszkała tam i mieszka rodzina Lelito: wywodząca się z Biczyc Dolnych. Są tam do dziś. Ważna jest i druga połowa rodziny ze strony mamy – Borkowie, mieszkają w Biczycach Dolnych, w Chełmcu, Nowym Sączu i gdzie indziej. Miała siostrę Gosię i braciszka Wacusia. Ona była najstarsza.

 

     Jej dzieciństwo upłynęło w cieniu tragedii rodzinnej, bo najpierw tata uległ ciężkiemu wypadkowi komunikacyjnemu. Do końca życia został inwalidą poruszającym się z laską. Potem zaś w dramatycznych okolicznościach zmarła jej najukochańsza mamusia. Umarła na raka. Miała zaledwie 43 lata. Trójka małych dzieci została bez mamy. Wiemy wszyscy, kto to mama. To świat cały. Bez niego wydaje się, że nie ma życia. Ale żyć trzeba było dalej. Wychowaniem dzieci zajął się ojciec i babcia. One same czuły, że są za siebie odpowiedzialne i muszą sobie pomagać. Była gospodarka więc i w polu trzeba było pomóc: siano zgrabywać, buraki plewić, kurki dokarmiać. 

 

     Do Szkoły Podstawowej Pani Ewa uczęszczała do Chełmca od 1964 r. Chętnie się uczyła, szczególnie kierunki ścisłe przypadły jej do serca.

 

                            


     Z czułością wspominała swoją wychowawczynię Panią Barbarę Pasiut, która była dla dzieci jak matka i myślę, że był to dla Pani Ewy wzór późniejszego podejścia do ucznia. Już w dzieciństwie zapragnęła zostać nauczycielką, opiekować się dziećmi, przekazywać wiedzę, wprowadzać w samodzielne życie - oto Jej cel i marzenie. Dążyła do niego  bez względu na przeszkody. A zaczęła już na podwórku szkolnym i podwórku przydomowym. Najbliższe koleżanki bawiły się w szkołę. Nauczycielką była rzecz jasna Pani Ewa. Prowadziła dziennik, do którego za sprawowanie i wiedzę wprowadzała jak najbardziej słuszne i sprawiedliwe oceny. Pasja pedagoga nie opuszczała jej do końca. Nawet, gdy po latach, rozważała przejście na zasłużoną emeryturę, wstrzymywała się, bo Ona bez dzieci ani rusz. Nie wyobrażała sobie bez nich życia. 

     
     Tymczasem, nasza Pani Ewusia podrosła, skończyła szkołę podstawową i w roku 1972 rozpoczęła naukę w zasłużonym I Liceum Ogólnokształcącym im Jana Długosza – tuż przy plantach w Nowym Sączu. Kierunek łatwo zgadnąć – matematyka. Cztery lata szybko przeleciały i w 1976 roku Pani Ewa kończy szkołę zdanym egzaminem maturalnym, który w tamtych latach miał znacznie większy walor i znaczenie. Maturę zdawała niewielka grupa młodzieży. Co dalej? Proste: kierunek pedagogiczny, a ściślej matematyka na Wyższej Szkole Pedagogicznej (dziś Uniwersytet Pedagogiczny) w Krakowie przy ulicy Podchorążych. 

 
 

 
     
     Pragnę zwrócić uwagę, że nie szły za Nią do Krakowa pieniążki na utrzymanie, jak to teraz dzieci dobrze mają. Tych pieniążków w domu nie było. Musiała się bardzo starać, aby otrzymać stypendium dla dobrze uczącej się młodzieży. Stypendium za które mogła kupić buty, sukienkę, czy zwyczajnie obiad. Jak widzimy cały czas trud, wysiłek, walka, aby w życiu być kimś, coś osiągnąć. Życie Pani Ewy usiane było tym trudem i aż dziw bierze skąd w niej tyle niezachwianej radości życia, uśmiechu i pogody.  Potrafiła się cieszyć drobiazgami . Była przy tym skromna i życzliwa. Miała  mocne zasady, które wynikały z ogromnej wrażliwości na dobro i zło. Nigdy Jej się nie mieszały. Jakaś intuicja wewnętrzna. Dar od Pana Boga. 


Wróćmy jednak do Krakowa. W roku 1980 Pani Ewa skończyła studia pedagogiczne i obroniła tytuł magistra – może wracać do Nowego Sącza. W międzyczasie jednak wyrosła z Niej piękna kobieta i zakochał się w Niej niejaki Leszek Żak z Krakowa - ze wzajemnością.Wspólny ślub i słowa przysięgi małżeńskiej wypowiedzieli po południu 09 sierpnia 1980 w kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy w Czernichowie.

















Samo wesele zaś odbyło się w sali, tuż przy kopcu Tadeusza Kościuszki w Krakowie. Odtąd Pani Ewa Lelito nazywała się Ewa Żak. Wspólnie z mężem przeżyli 34 lata.

 Dochowali się trójki dzieci: Pawełka, Piotrusia i Julci, których znacie, bo wszyscy chodzili do Szkoły Podstawowej w  w  Biczycach Dolnych i wszyscy, jak mama, do I Liceum Ogólnokształcącego imieniem Jana Długosza,a później wszyscy skończyli Akademię Górniczo – Hutniczą w Krakowie.

 

 
 
 


 Dziś są dorośli i samodzielni. Tuż po weselu, we wrześniu 1980 r., Pani Ewa podjęła pierwszą pracę jako nauczyciel matematyki w Czernichowie. Kiedy jednak wspólnie z mężem podjęli trud budowy domu w Chełmcu, wrócili w rodzinne strony, a Pani Ewa w 1985 r. podjęła pracę w Szkole Podstawowej w Klęcznach. Do Klęczan dojazd był jednak bardzo kłopotliwy i kiedy nadarzyła się okazja od 1 IX 1990 roku  przeniosła się do Szkoły Podstawowej w Biczycach Dolnych.  Tu przez 24 lata podobnie jak wcześniej w Czernichowie czy Klęcznach z ogromnym zaangażowaniem uczyła matematyki, uczyła życia wzbudzając wsród młodzieży i rodziców szacunek i wdzięczność.  

     Miała na tym polu wiele sukcesów. Liczni jej wychowankowie uczestniczyli w wielu olimpiadach z matematyki, informatyki na poziomie szkoły, gminy, a nawet województwa zdobywając wysokie pozycje,cenne nagrody i prestiż dla szkoły. Wielokrotnie nagradzana za wybitne osiągniecia w pracy dydaktycznej i wychowawczej przez Dyrektora Szkoły, Wójta Gminy, Małopolskiego Kuratora Oświaty.

 


Z Jej wieloletniego doświadczenia korzystali studenci Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej z Nowego Sącza którymi się opiekowała się przez wiele lat.











     




     Pod szefostwem Pana dyrektora Jana Rośka, Pani dyrektor Barbary Zelek, Pana dyrektora Rafała Majewskiego pracowała w Biczycach Dolnych do tragicznego 22 września 2014 roku, kiedy zmarła na skutek ran odniesionych w wypadku samochodowym. Jak wiecie wypadek miał miejsce 13 września 2014 roku w Łososinie Dolnej, gdy na samochód, którym wracała do domu z mężem wpadł z przeciwnej strony inny pojazd. Czołowe zderzenie przyniosło tragiczne żniwo. Odwołał Ją Pan Bóg z obowiązków pedagoga, żony, matki, przyjaciółki, dobrego ducha, serdecznego człowieka, wiernego zasadom i drugiemu człowiekowi. Tyle tylko, że Ona te obowiązki kochała – tak jak kochała życie i chciała czerpać z niego całymi garściami. Wyszarpywała je i nigdy się nie poddawała.
 
 
 


Kochała polskie morze,  kochała Pieniny i Morskie Oko w Tatrach. Niezwykle wrażliwie reagowała

 na piękną muzykę i poezję, czy w ogóle sztukę. Lubiła teatr i kino. A nade wszystko kochała dom i czas wspólnie spędzony z mężem, dziećmi i wnukami. Uroczystości pogrzebowe odbyly się w kościele parafialnym w Niskowej w czwartek 25 września 2014 r. Zgromadziły ogromne rzesze ludzi  przejętych tragedią . W ten sposób wyrazili wdzięczność i przywiązanie do Naszej Pani Ewy. Cześć jej pamięci! 

                                   

 opracował mąż Leszek Żak

 

  "ROK  KONIA"  J.F. Michalak

Brutalnym 
Galopem
Przeleciał
Rok
Drewnianego Konia
Postrącał  owoce
Z  jabłonki
Żywota.
Zostawiła  Ewa
Swojego  Adama.
Siedzi
Na 
wózku
Nieruchomy
Czernią 
z  bólu
porażony.
Wsłuchany
W
Ten
Ostatni
Koncert
który
łkając smykiem
grają
Boże  
dzieci.
Ogród…
Zasłany  krzyżami.
A
Pod  Rajską  Jabłonią
Stoi  
Ewa
Bezboleśnie
Uśmiechnięta.
                        
               „Ich dwoje”   RM

Wędrówką życie jest człowieka.
A jej miarą
Czyny takie,
Że zachwycą nawet
Chromego człowieka
Czyny, słowa
Bezmiar
Chwil tych
Widzieć teraz pora.
Pustka w sercu
Gorycz nędzna
Gdzieś usiadła cicho
I rozprawy
Toczyć pragnie,
Nie rozumie żeś człowieku
Stracił wszystko.
Wędrówką życie jest człowieka.
Czasem długie
I zawiłe
Z kolcem wcale
Nie od róży.
Czasem krótkie,
Proste
I bez soli,
Czy słodyczy
Niczym palec Boży.
Zagadką życie jest człowieka.
Gdy z nim w parze,
Przez  lat chwilę
Idzie drugie.
I z przystanku
Chwili wątłej
dalej tylko Jedno rusza…
Pustka,
Gorycz,
Pytań  szereg,
Morze łez
Wylane.
Nie zrozumiesz
I nie próbuj
modląc się do Stróża.
Wędrówką życie jest człowieka.
A jej miarą
Ślady takie,
że przeskoczą
idącego człowieka.
Każdy ślad,
to  przystanek,mały,
na szlaku.
Cóż, ten przystanek,
skończył się.
I choć żal
i kurz ogarnąć
wszystko chce,
to non omnis moriar
we wdzięcznych zakamarkach
serc.